Co z bankiem po studiach?

Banki? To dla mnie nie nowość. Podjęcie studiów wywołało konieczność nawiązania z nimi bezpośredniego kontaktu. Daleko od rodzinnego domu byłam zdana na wsparcie finansowe od rodziców. Pieniądze do ręki? To nierozważne, zwłaszcza jeśli trzeba przemierzyć setki kilometrów pociągiem.

Później przyszedł czas na stypendium socjalne, w następnym roku także naukowe. Nie narzekałam na swój bank ? bankomatów było mnóstwo, saldo na koncie dodatnie, można sobie jeszcze na jakąś imprezę czy wyjazd w góry pozwolić. Żyć, nie umierać ? jak to się mówi. Nawet nie wiem kiedy studia dobiegły końca. Zaczęło się dorosłe życie, pieniądze od rodziców przestały wpływać, za to znalazła się praca i płaca.

Saldo na koncie wciąż było dodatnie, ale tych pieniędzy było jakby mniej niż na studiach. Zupełny nonsens, bo to przecież podobno polski student, biedny student. Nagle przypomniałam sobie, że od kilku miesięcy regularnie otrzymywałam pocztę z banku o jakichś cięciach w oprocentowaniu. Na początku skromnie, o 0,25 punkta procentowego, aż tu ostatnio ? ziarnko do ziarnka ? okazuje się, że jest o połowę mniejsze niż przed rokiem. Niby niewiele, ale jeśli już na studiach udało mi się zaoszczędzić kilka tysięcy złotych ze stypendium naukowego, a tutaj odsetki praktycznie żadne, to zaczyna niepokoić. Pomyślałam: Lokaty? Póki co mieszkanie trzeba odremontować, samochód kupić, może jakaś wycieczka wakacyjna ? przez lokaty zostałabym bez bieżących środków na przynajmniej kilka miesięcy.

Myślałam przez chwilę o tych krótszych 7- lub 14-dniowych, ale oprocentowanie takie, że szkoda zachodu. Przeszukałam chyba wszystkie banki i nic nie powaliło mnie na kolana. Doraźnie wybrałam konto oszczędnościowe, ale i tutaj po raz kolejny nastąpiło cięcie stopy procentowej. Czasem myślę, że skarpeta byłaby lepsza niż wszystkie banki razem wzięte. Ale nie popadajmy w skrajności. Siłą rzeczy zostały mi krótkoterminowe lokaty i niesmak na samą myśl o nieszczęsnych akcjach marketingowych banku. Grunt to się sprzedaż ? w przypadku banków sprawdza się aż za dobrze.